Wojciech Błaszkowski

Motto: trust, but check

Archive for October, 2006

Land Rush - wypad rozpoznawczy zakończony

W górach można się na prawdę wiele nauczyć, szczególnie o sobie samym. Kilkudziesięcio kilometrowa przeprawa po niezbyt przyjaznym terenie dla typowego zabiórkowca to nielada próba, zwłaszcza gdy dźwiga on na plecach wszystko to co miało by się przydać.

W piątkowe (2006.09.22) popołudnie po powrocie z gdańskiej polibudy zaczęło się wielkie pakowanie. Podstawowy dylemat: zabrać czy zostawić (niestety, ku mojemu niezadowoleniu lap został w domu). Po godzinnych przepychankach z pakowanymi gratami i ciuchami mój plecak był zapięty. Pociąg z Bydgoszczy do Wrocławia odjeżdżał 7 minut po północy (czyli już w sobotę). Na półtorej godziny przed odjazdem podjęliśmy wraz z przyjacielem decyzję - nie jedziemy.

Pół godziny przed odjazdem pociągu wylegiwaliśmy się na dworcowych ławkach z plecakami pod głową i głupawką na twarzy. W końcu pociąg podjechał i razem z tłumem wtłoczyliśmy się do środka. Droga upłynęła nam na śmiechach i spaniu.

Poranek przywitał nas górskim powietrzem, a ja postanowiłem uczcić pobudką. Przydały się kanapki na których dokonaliśmy konsumpcji i herbata z cieknącego termosa. Z łoskotem wtłoczyliśmy się do Szklarskiej Poręby.

GÓRY !

Były wszędzie, cudownie świeciło Słońce, na ulicach dopisywały lachony. Ze śpiewem na ustach udaliśmy się do Alberta celem nabycia zapasów w drodze zakupu. Z plecakami wypchanymi chlebem, wodą i puszkami konserw odważnie ruszyliśmy zmierzyć się z górami, poprzez wielo kilometrowe szlaki..

Odechciało się nam po pierwszym, dwustu metrowym wzniesienu. Zmęczenie oszołomiło nas trochę i (uświadomiwszy sobie gorycz spodziewanej porażki) zaczęliśmy pytać ludzi o wyciąg.

Dwie osoby za wjazd płacą 48 pln (+ koszt wejścia do Parku Narodowego, 8 pln od łebka). Jodłując wjeżdżaliśmy w górę. Zrobiło się wietrznie i zimno. Ubrani w polary i krótkie spodenki zaliczyliśmy pierwszy punkt wyprawy (szczyt ?) - Szrenicę. Google powiedzą Wam ile to m.n.p.m. Pstrykawszy fotki tu i ówdzie ruszyliśmy w drogę Przełęczą Karkonoską, no i się zaczęło..

Maszeruj albo zdychaj - takie motto przyświecało (podwiewało ?) naszej wyprawie. Rozpływałęm się w marzeniach o podłodze w schronisku na której będę mógł spać, a o której nawijał Santana. Dotarliśmy tam wreszcie i w pom ieszczeniu przypominającym małą salę gimnastyczną rozbiliśmy obóz, zimny prysznic wrócił mi życie. Mój organizm pierwszy raz w życiu domagał się nikotyny !

Razem z nami w schronisku byli inni szperacze gór (jeśli mogę ich tak nazwać) oraz gimnazjum. Od wychowawców owego gim pożyczyłem gitarę i na wysokości 1400 m rozpoczęły się morskie opowieści, które w asyście domowego przedszkola i kolorowych kredek ściągnęły właściela gitary wraz z kompanem. Było nas czterech (właściwie to ośmiu, jeśli liczyć kolegów Leszków). Nasze śpiewy ściągnęły gimnazjalistki, które widząc naszą bandę opuściły nas szybciej niż się zjawiły, a szkoda ;-) Wieczór upłynął na opowiadaniach, wzajemnych przechwałkach i śmiechu. Nastał prysznic i sen. Podłoga okazała się o wiele twardsza niż mi się zdawało.

Rano. Update postaci, prysznic, zwinięcie obozu i atak na Śnieżkę. Jeszcze przed wyjściem plan ten uległ zmianie - postanowiliśmy nie forsować tempa i żółwim krokiem udaliśmy się w stronę Pielgrzymów. Znowu polowe pstrykawki zdjęć, kręcenie urywanych filmików i przyśpiewki.
Zejście z gór trasą Bronka-Czecha wprost do autobusu obierającego kurs Jelenia Góra.
Nie uwierzycie jak wygodne są siedzenia w PKS ! Komfort !
Od rana miałem chcicę na pizzę. Nagle na horyzoncie szyb autobusu zawidniało logo DaGrasso. Wysiadka była błyskaiczna. W pizzerii spedziliśmy kilka godzin, apetyt wzrastał wraz z głupawką.

Dotarliśmy na dworzec, tu dało się odczuć że pierwszy Land Rush zbliża się do końca. Władowaliśmy się do pociągu, a tam znajome twarze i znów głupawka.

Land Rush zakończył się dla mnie w poniedziałek bydgoskim dworcem PKP, kilkanaście minut po 4 rano.

włóczykij

po kilkudziesięciu minutach zmagań włóczykij nie wywłóczył się poza moje lapu-tapu..

Option Globetrotter 3G/EDGE (SNR: NLxxxx..) niestety nie został uruchomiony. Google niestety nie zna recepty na moją bolączkę, zatem poszukiwania trwają.

Są załadowane moduły: yenta-socket, pcmcia. Jest pcmciautils, pcmcia-cs. Migają diody w modemie, lspci pokazuje:

02:00.0 Network controller: Option N.V. Qualcomm MSM6275 UMTS chip

Pocieszeniem był Szymon Majewski odwalony jak szczur na otwarcie kanału.

IE 7 - pierwsze wrażenia

tak, przyznaję się - mam to zainstalowane u siebie na lapie i od czasu do czasu używam do uaktualniania bloga.

wrażenia nie są negatywne; przeglądarka jest szybka, nie zawiesza systemu - testowane na 3 stronach www (2 w sieci lokalnej i mój blog).

zainteresowanym oczywiście odradzam !

system registry

Wiele rzeczy wydaje mi się absurdalnych w kraju w którym mieszkam, ale po przeczytaniu tego (autorstwa tej pani) dosłownie witki mi opadły !

jedynaczka marudzi

moja jedynaczka jest dziś niezwykle żywiołowa - żywiołowo zatruwa mój upragniony święty spokój głośno myśląc. a więc: dowiaduję się rzeczy bardzo dziwnych (o których istnieniu wolałbym nie wiedzieć - jak np.: co Pani Krysia mówiła, albo czy mam tusze do drukarki).

pyta czy ją słucham i mówi, że ślubu brać nie będziemy. prosi, żebym łaskawie nie pisał postów na blogu oraz wysyła niecenzuralne groźby pod katem aparatu fotograficznego.

w końcu jedynaczka zmieniła ton na bardziej stanowczy i zdecydowanie zaczęła żądać poprawek graficznych na swoim blogu.

w końcu przyszedł czas, kiedy jedynaczka przestała wnikać w tematy różne i nastała cisza.. JAK PIĘKNIE !

ciekawe jak długo będę się cieszył tym spokojem.

Next Page »