11/04/2006
w przestrzeni
..głośnym smiechem. Pociągnął drążek i wstrzymał oddech - samolot wzbijał się wyżej i wyżej. Poczuł jak przyspieszenie wtłacza go w fotel. Wszędzie rozciągało się bezkresne niebo, oddające całą swą czystość błękitu. Leciał teraz prosto w słońce, nie myśląc o niczym. Przestrzeń wydawała się wypełniać wszystko to co otaczało, jednocześnie tchnęła ona pustką nieprzebraną, mogącą pomieścić wszystkie jego problemy i zmartwienia - nic w zamian nie żądając. Przeciwnie - bezkres dawał mu poczucie swoistego bezpieczeństwa, wewnętrznej mocy.
Lecieli dalej - do Afryki.
