30/04/2006
borewicz company
Znów spotkaliśmy się na zjeździe studenckim. Temat był jeden: juwenalia !
Działo się w zeszły wieczór. I to mocno. Porucznik Borewicz, Kowal, Paweł, Procek i ja wyszliśmy na laborkę, zirytowani niedzielnym deszczowym porankiem. Każdemu z nas brzmiał jeszcze w uszach przeraźliwy dźwięk budzika. Borewicz zataczał się na chodniku, objawy jego zmęczenia po całonocnej walce ze szklanymi przeciwnikiami pełnymi wódki były bardzo wyraźne. Wczoraj w pokoju Pawła było pełno ludzi, nie wszyscy znali się od progu drzwi wejściowych, ale już po kilku kolejkach atmosfera nabierała barw nieostrych i zmąconych. Kolejne butelki świecące pustką smutno spoglądały na nas spod stołu, jak by z grymasem przymusowego opuszczenia imprezy. Teraz to my byliśmy na topie! W rytm muzyki zapodawanej przez Zespół Pieśni i Tańca “Fasolki” niektórzy z nas postanowili spróbować swoich sił samodzielnego stania. O tańczeniu nie było raczej mowy.
