Cisza

Cisza – pozwala wyobrazić sobie szum własnej krwi w żyłach.. z daleka patrzy jak ta krew spływa ze stołu na brudną podłogę. Patrzy na to wszystko i trwa tak nie wzruszona. Spłoszona oczekiwanym odgłosem upadającego ostrza, które uwolniło się ze świadomej swego czynu dłoni, kryje się na chwilę i zaraz potem powraca z twarzą kamienną. Słucha gasnącego oddechu.

Szary anioł o skrzydłach postrzępionych złem wyciągnął swój srebrny sztylet. Odrzucił splamiony krwią podły kawałek materiału, po czym otarte ostrze zniknęło. Ciało po kilku godzinach wystygło, uwalniając duszę. Anioł odszedł.

Skinieniem palca zburzyła zamknięte fasady mojego surowego porządku, pisząc o nim literami jaskrawej pogardy. Dała nadzieję i zaraz potem odwróciła swą twarz, gasząc życiodajne Słońce.