Siedzę sobie w akademiku na polibudzie. Kolejną godzinę w raz z kumplem próbujemy w konstruktywny sposób zacząć przygotowania do jutrzejszych laborek. Dla mnie skończyło się to postawieniem bloga, który właśnie czytasz, dla Procfesora (bo taką xywę ma kumpel w którego pokoju aktualnie waletuję) czytanie laborkowych wprowadzeń zaowocowało kilkoma ściągniętymi teledyskami, przeglądaniem zdjęć i naprawieniem wzmacniacza. To ostatnie osiągnięcie wprawiło Procfesora w świetny humor, mnie od wrzasku muzyki rozbolała głowa.

Samo życie.. studenta PG.

Ciekawe jak będą wyglądały na nasze nowe, pokopane laborki. Z jednej strony laborki nie są złe, bo pokazują jak teoria NIE sprawdza się w praktyce, ciemną ich stroną są sprawozdania, których rządają prowadzący. Nadszedł czas na browar wieczorny..